Kiedy byłem jeszcze małym chłopcem godzinami zwiedzałem przeróżne krzaki, buszując w nich jak w dżungli, albo "polując" jako wódz indiańskiego plemienia na wyimaginowane bizony. Miałem przyrodę w zasięgu ręki.
Chętnie podkradałem się do motyli, żuków i mrówek (oczywiście nigdy w życiu nie zrobiłbym im krzywdy, podobnie jak nigdy nie pacnąłbym nawet w ucho prawdziwego bizona). Polowanie "na niby" dawało dużo więcej możliwości dla "wodza Indian" i nikt nie był poszkodowany.
Fascynowało mnie życie w każdej postaci - kolory i kształty owadów, liści, drzew i kwiatów, zapach natury i często jej smak. Próbowałem wszystkiego co rosło przypadkiem w ogródku mojej babci albo w najbliższej okolicy - malin, poziomek, jabłek sąsiada (zwykle bez jego zgody).
Któregoś dnia zauważyłem w ogródku całkiem nowe kwiaty. Obejrzałem je z zainteresowaniem. Miały pastelowe kolory, a ich kwiatostany rosły na łodygach gęsto, pionowo, podobnie do kłosów.
"- To są Lwie Paszcze" - wyjaśniła mama.
"- Jak to Lwie Paszcze? - zdziwiłem się - To znaczy, że mają zęby i ryczą?"
"- Nie głuptasie - uśmiechnęła się mama - chodź coś ci pokażę".
Poszliśmy do ogródka babci. Mama pokazała mi jak delikatnie ścisnąć kwiatek między kciukiem i palcem wskazującym.
Wtedy otwierała się żółta mordka. Rzeczywiście przypominało to lwa, a raczej lwiątko.
Nie byłem rozczarowany.
Z zapałem naciskałem wszystkie kwiaty - żółte, pomarańczowe, czerwone. Koniecznie chciałem zobaczyć jakiego koloru miały pyszczki w środku.
Jakiego? W tej chwili już nie pamiętam, ale mój dialog z naturą i jej pięknem trwa do dziś.
Ukończyłem pomaturalne Studium Reklamy Handlowej. Z wykształcenia jestem plastykiem. Postanowiłem połączyć dwa zawody. Bardzo chciałem zostać florystą.
Moje marzenie się spełniło. Ukończyłem kursy florystyczne, a także znaną
Szkołę Florystyczną Małgorzaty Niskiej (obecnie Centrum Florystyczne M. Niskiej).
Praktykę zdobyłem pracując przez 4 lata w warszawskich kwiaciarniach.
Poszerzyłem znacznie swoją wiedzę florystyczną pomagając w dekorowaniu dużych imprez organizowanych m.in. przez kwartalnik "Bukiety".
Obecnie prowadzę dobrze prosperującą firmę. Chętnie służę profesjonalną radą i pomocą moim Klientom.
Kwiaty wciąż nie przestają mnie zachwycać formami płatków, kolorystyką i subtelnymi odcieniami barw.
Gdybym jednak miał wybierać to najbardziej przemawiają do mnie Orchidee.
Dlaczego? Tego sekretu nie mogę zdradzić. Serdecznie zapraszam do rozmowy. Na hasło "Orchidea" dostaniecie od nas prezent.
PS. Jak myślicie ilu na świecie jest mężczyzn florystów? Zdecydowanie mniej niż pań florystek. A kto jest najbardziej znanym mistrzem florystyki...? Mężczyzna - Gregor Lersh. Dlaczego wybrałem tak oryginalny zawód? Bo w Polsce mężczyzn florystów jest jeszcze mniej...